Wywiad z Rafałem Łysakiem

Na tegorocznym festiwalu Przeźrocza zaprezentujemy wielokrotnie nagradzany dokument Rafała Łysaka pt. „Miłość bezwarunkowa” (6.11.2020, niedziela godz. 18:00  – Kino Orzeł)
 
Poniżej wywiad z autorem filmu, który przeprowadziła Katarzyna Nowicka.

 


Zobacz, ile się we mnie kryje


„Miłość bezwarunkowa” to Twoja bardzo osobista historia, dialogująca pomiędzy jednoczesną miłością i przywiązaniem, a brakiem akceptacji ze strony najbliższych. To wreszcie opowieść o grotesce, która przebija się pomiędzy silną wiarą babci, a zaakceptowaniem prawdy o orientacji swojego wnuka, bo przecież jak to mówi babcia „Bóg, Ciebie przemieni” albo inaczej jak to mówi ksiądz z radia „żebyśmy mieli odwagę odmienić siebie”…

Jeśli miałbym powiedzieć o czym dla mnie jest ten film – to o umiejętności znalezienia w sobie miłości do drugiego człowieka mimo pozornej niezgody jaka mnie od niego dzieli. O odnalezieniu w sobie głębszego wymiaru, w którym nie liczy się różnica zdań. Dużo się mówi, że jest to film o akceptacji mnie poprzez moją babcię, ale to byłą również moja droga do akceptacji mojej babci, zrozumienia dlaczego tak a nie inaczej reaguje, w jakiś sposób uszanowania tego i dopiero wtedy możliwe było obopólne porozumienie, nawet niekonieczne wyrażone dosłownymi sytuacjami. Bo to, że babcia mnie zaakceptowała i mogę do niej przyjechać ze swoim chłopakiem, nie oznacza, że zmieniła swój światopogląd na temat homoseksualistów w ogóle. Owszem znalazła na to swoje wytłumaczenie „Bóg Ciebie takie stworzył”, ale nie jest to dla niej nadal coś normalnego, wciąż tli się w niej nadzieja na moją przemianę, ale przestała już ze mną walczyć i nie „zakrywa” już swojej miłości tarczą światopoglądu. Wspomniałaś też o tym, że jest to opowieść o grotesce. Może raczej opowieść zabarwiona groteską, bo chyba takie wrażenie niestety robi dzisiaj sposób wyrażania swojej religijności przez skrajnych jej wyznawców, podsycana dodatkowo tego typu mediami i przywódcami danych grup.

Pomimo wielu różnic światopoglądowych, jesteście do siebie podobni. Dbacie o siebie i jesteście od siebie zależni.

Trudno wytłumaczyć na poziomie intelektu ten rodzaj przywiązania, ponieważ przekracza on często racjonalne myślenie. Po cięższych kłótniach, gdy potrafiliśmy z babcią nie odzywać się do siebie tygodniami w końcu któreś bez wyraźnego powodu odnawiało ten kontakt, wiedząc, że może się znowu skończyć awanturą. Ale był to rodzaj ceny jaki trzeba było wtedy płacić za tę relację i oboje chyba byliśmy gotowi tę cenę płacić.

Szczególnie zachwycił mnie moment w filmie, kiedy Twoja babcia wraz z ciocią pięknie śpiewały na głosy „Upływa szybko życie”. Widać, że Twoja babcia osoba bardzo wrażliwa.

Powiedziałbym nawet, że nadwrażliwa, ale w pozytywnym sensem. Wyjątkowo uwrażliwiona na emocje, uczucia, i wyrażanie ich poprzez sztukę. Może po niej to odziedziczyłem?

Wymieniając choroby babci, słyszymy jej komentarz „Widzisz, co się we mnie kryje”.
To chyba alegoria względem każdego z nas. 

W tamtym momencie życia rzeczywiście obydwoje wiele kryliśmy wewnątrz siebie – nie tyle prawd czy faktów na swój własny temat – ale emocji związanych z tymi faktami. Wiedzieliśmy, że wystarczy słowo, a uruchomi się lawina emocji, której nie sposób już będzie zatrzymać.


Choć w filmie jest kilka retrospekcji, narracja wydaje się być bardzo świeża, a zdjęcia
rozpocząłeś już w 2008 roku. To tyle lat trwał czas akceptacji Twojej orientacji przez
babcię?


Tak, potrzebowaliśmy około 10 lat by wzajemnie siebie zaakceptować. Oczywiście bardziej widoczne jest to w przypadku babci. Z jej strony wyglądało to tak, że po tym jak dowiedziała się, że jestem gejem z całej siły ten fakt wypierała, przestawialiśmy o tym mówić i babcia myślała, że to po jakimś czasie się zmieni, albo wręcz liczyła na to, że będę tworzył przed nią pozory, ale ja tego nie potrafię, co kończyło się ponownym bolesnym zderzeniem z prawdą. Myślę, że mogę powiedzieć, że przed moją babcią miałem potrójny coming-out!


Ten wyidealizowany obraz – zdolnego magistra, który babcia chciała przekazać osobom z zewnątrz, to chyba częsty obraz zakłamania. Mówienia o swoich dzieciach, czy wnuczętach w innej, być może bardziej prestiżowej perspektywie, niż ta którą obecnie posiadają. Trudno było Ci jej wybaczyć, że miała inną wizję Twojej przyszłości?


Nie stawiałem się nigdy w pozycji kogoś, kto ma jej coś wybaczać. Raczej postanowiłem zrozumieć skąd w niej taki mechanizm i przestać z nim walczyć, bo to syzyfowa praca. Musiałem zrezygnować z chęci zmieniania jej i to pozwoliło mi ją zaakceptować taką jaka jest. Bo jest taka do dziś, idealizuje inne sfery mojego życia, na co nauczyłem się po prostu przymykać oko.


Jak babcia zareagowała na Twój film? Już nie obawia się, że „Twoja kariera
pryśnie”?


Oglądając film babcia najbardziej reagowała na swój wygląd czy głos, do którego odnosiła się krytycznie. Żywo też nadal dyskutowała z ekranem, gdy następowały sceny z jej siostrą. Na temat homoseksualizmu nadal miała wątpliwości, czy powinienem to pokazywać publicznie, ale rodzaj odbioru i nagrody jakie film zdobył, chyba ją już uspokoiły. Najbardziej była zaskoczona ilością dobrych słów płynących od ludzi pod jej adresem, które zawsze jej przekazuję po rozmowach z publicznością.


Twoje kadry to lawina emocji – od śmiechu poprzez wzruszenie. Obnażyłeś w nich
historię nie tylko swoją, lecz całej swojej rodziny. Nie bałeś się, przekroczenia pewnych intymnych granic?


To była jedyna droga by nie zwariować, którą objąłem już bardzo wcześnie. W moim
domu nagromadziło się wiele problemów, a poprzez film znalazłem drogę by je wyrazić i wejść w swoisty dialog ze światem. Jest to droga w jakiś sposób ekstremalna, ale coś we mnie pękło, wybuchł we mnie jakiś bunt, wielka niezgoda na to by tak wyglądało moje intymne życie. Może to była jakaś droga do transformacji tego życia. Czułem, że ktoś musi w końcu krzyknąć, by przerwać pewien utrwalony rodzaj modelu rodziny, w której niestety jest dużo nieszczerości, hipokryzji i ograniczeń. Była to też chęć konfrontacji z największym moim lękiem – nietolerancją społeczną, która trwa zresztą do dziś i z którą wciąż muszę się konfrontować.


„Miłość bezwarunkowa” odwiedziła wiele festiwali i otrzymała mnóstwo wspaniałych
nagród. Czy wciąż przeżywasz kolejne pokazy z takim samym natężeniem emocji,
czy to już tylko dalekie wspomnienie? Co pomyślałeś, jak zobaczyłeś zaproszenie na
„Przeźrocza”?


Muszę przyznać, że teraz gorzej przeżywam te pokazy, głównie te na których sam jestem obecny, ze względu na nastrój społeczny jaki został rozpętany wokół homoseksualistów. Wróciły stare demony związane z lękiem przed agresją, której już kiedyś doświadczyłem, a której dziś coraz więcej ludzi dopuszcza się wobec osób nieheteronormatywnych.


Zaproszenie na „Przeźrocza” jest dla mnie wielkim zaszczytem patrząc na całą tradycję Festiwalu i osobistości jakie były tam zapraszane. Na szczęście na takich festiwalach jak „Przeźrocza” panuje przyjazna atmosfera, są one swoistą oazą w dzisiejszych, dość burzliwych czasach.